• Wpisów:273
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:7 dni temu
  • Licznik odwiedzin:23 594 / 1627 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Idąc na piwo,
wieczorem do kina.
Na kawę,
na krótką rozmowę.

Kiedy po pięciu sygnałach
żaden głos nie do usłyszenia.
Gdy tylko w dialog się wpędza
z echem.
Gdy jedyne oczy które obserwują,
to własne
w tafli wody, wanny, lustra, kubka z niedopitą kawą.
Gdy pustka zaczyna zbyt się tłoczyć,
a cisza drze się niemiłosiernie przez megafony uszu.
Kiedy na horyzoncie ani żywej duszy,
psa,
cichej myszy,
kota w worku,
czy węża w bucie.
Kiedy bezsilność przybiera na sile,
a strach już nawet ochoty nie ma oczu rozszerzać.

Jestem Twoim planem B.
I C,
i D,
i X, Y, Z,
i resztą alfabetu.

Na miłość,
na przyjaźń.
Na zbieranie łez,
przyszywanie uśmiechów.

Zawsze planem B.

Nigdy zdecydowanie.
Zawsze OSTATECZNIE.

Bo idąc na piwo,
wieczorem do kina.
Na kawę,
na krótką rozmowę,

ostatecznie zawsze ratuję Ci życie.
 

 

Gorsze noce mamy ostatnimi dniami.

 

 

Nie.

Nie mam pojęcia.

Nie mam pojęcia gdzie Cię znaleźć.

"w razie czego".


"W razie czego", nie Ty cokolwiek będziesz znaczyć.
Swoją obecność,
nieobecność,
rozczarowanie
i niedocałowanie.

Piosenki nie dotańczone.

Markerem, krwią, gwoździem...

Daleko, dalej

znacz czym chcesz.

Mnie i dla mnie już nie Ty.


Moje serce zostaw w spokoju




odnalazło swój rytm...
 

 

Forma autoterapii:

strach, krzyk, dość, bieg, złość, deszcz, dreszcz, nienawiść, pięść, trach, rach, łza, ciach, za łzą, strumień, gorzko, gorzki, gorzka, oziębła, zły, On, Ona, oczy, pustka, uśmiech, lustro, bruk, mamo, ból, ziemia, kamień, tuż, obok, pociąg, raz, patrz, uwaga, skupienie, włos, ramię, pięść, jedyny, krzyk, ruch, puf, mknij, raz, ostatni, nadzieja, szczęście, ogród, dom, dzieci, dziecko, stop, proszę, dość, i znów, krzyk, strach, lęk, panika, panika, panika, atak, drzewo, krzak, płomień, próchno, las, ciemność, okno, dom, bezpieczeństwo, obiecał, pamiętam, nie On jedyny, jedyny, żal, klif, wschód, grunt, krok, jeden, i trzask, trach, rach, pustka, ciach, nicość, i złość, księżyc, zimno, zimno, lód, serce, puk, brak, pękło, Ktoś, coś, gdzieś, tup, i bieg, i lęk, i znów, i ruch, pierś, i dłoń, i och, i stop, znów krzyk, pot, ciepło, brak, pozytywka, ciepła, szum, zło, początek, koniec, Mój, Twój, wiersz, i wers, rytm, Nasz, mózg, zepsuty, ocean, poszarpany, roztargany, serce, puk, puk, Kto tam?, i strach, i lęk, oczy, pustka, usta, cmok, dość, już stop, kłamstwo, prawda, Ty, przepraszam, Ja, brak, obecność, przyjaźń, gdzieś, spętać, dusić, pić, gryźć, własność, ruch, trzask, trzask, stop, wino, jeść, uciekać, brnąć, duży, mały, brzuch, problem, kruk, czerń, dół, pustka, błoto, światło, król.
coś jest nie tak.
 

 

Pani jest szczęśliwa!

Szczęśliwa.

Kąciki ust się unosi,
bulka się niewyraźny rechot.
Przecież Pani słyszy.
Oczy...
Oczy pozostawmy same sobie.
Nie umie się ich rozgryźć,
są zwykle zbyt twarde.
Zwykle niejadalne.

Szczęśliwa.

Wypłakuje się to w ciszę nocną,
przegryza leśnym echem.
Pani nie widzi?
Wydrapuje się to nerwowo
na drzewach,
dłoniach
i nadgarstkach.
Paznokciem drapie po piersiach,
miejscach siwych od pocałunków.

Pani nie rozumie?
Kiedy jest się szczęśliwym,
przecież wszystko przychodzi
łatwiej.

Łatwiej się wpada w histerię
i dłużej się nie można uspokoić.
Sekundy drgają niepoliczalnie,
a wiatr przesuwa wskazówki zegarów.
Każdą inaczej,
każdą na swój sposób.

Przecież Pani mnie zna...
Porzuca się dumę
i czasami pozostaje się z niczym.
Z podrapanym sobą.
Z kimś "z dawien dawna",
przemykającym między jednym zwojem nerwowym
a drugim.
Z rozlanym w głowie mlekiem.
Wczorajszymi butelkami.
Z niedopałkami zbliżeń.

Szczęśliwa.

W szczęśliwym związku,
z szczęśliwym drugim człowiekiem.
Raz bardziej obcym,
raz bardziej bliskim.

Szczęśliwa...

Z pytaniem włóczęgą.
Tułającym się po całym krwiobiegu:

Czy trzydzieści sześć
stopni celcjusza
to wystarczająco dużo by kochać?
 

 

"Niepisana umowa erotycznej przyjaźni zakładała, że Tomasz wykluczy ze swego życia miłość. Gdyby naruszył ten warunek, reszta jego kochanek znalazłaby się na drugim planie i mogłaby się zbuntować.
Dlatego wynajął dla Teresy pokój, do którego musiała zabrać swą ciężką walizę. Chciał czuwać nad nią, cieszyć się jej obecnością, ochraniać ją, ale nie odczuwał żadnej potrzeby, by zmieniać swój tryb życia. Dlatego nie chciał, żeby wiedziano, że Teresa u niego sypia. Wspólny sen stanowił bowiem corpus delicti miłości.
Z innymi kobietami nigdy nie dzielił snu. Kiedy był z wizytą u nich, sprawa była prosta - mógł odejść, gdy chciał. Trudniej bywało, kiedy one przychodziły do niego i musiał im wyjaśniać, że po północy odwiezie je do domu, ponieważ cierpi na bezsenność i nie jest w stanie usnąć w bezpośredniej bliskości innego człowieka. Nie było to dalekie od prawdy, ale główny powód był gorszy i nie miał odwagi nikomu się z niego zwierzyć: po stosunku miłosnym odczuwał nieprzezwyciężalne pragnienie samotności; nie znosił budzić się w środku nocy przy boku obcej istoty; czuł wstręt do wspólnego wstawania rano; nie życzył sobie, by ktoś słyszał, jak myje zęby w łazience; nie pociągała go intymność śniadania we dwoje.
Dlatego tak go zaskoczyło, kiedy się przebudził, a Teresa mocno ściskała jego rękę. Przyglądał się jej i nie mógł zrozumieć, co się właściwie stało. Przypominał sobie minione godziny i wydawało mu się, że płynie od nich zapach jakiegoś nieznanego szczęścia. Od tego czasu oboje z radością oczekiwali wspólnego snu. Można by prawie powiedzieć, że celem ich kochania się nie była rozkosz, ale sen, który po niej przychodził. Szczególnie ona nie mogła spać bez niego. Kiedy zostawała czasem sama w swym wynajętym pokoju (który stawał się coraz bardziej czystym alibi), nie mogła usnąć przez całą noc. W jego objęciach usypiała natychmiast, nawet gdy była bardzo zdenerwowana. Opowiadał jej szeptem bajki, które dla niej wymyślał, jakieś nonsensy, powtarzał kojące lub zabawne słowa. Te słowa przemieniały się w niej w mgliste wizje, które prowadziły ją w pierwszy sen. Panował całkowicie nad jej snem; usypiała dokładnie w tej sekundzie, którą wybrał. Kiedy spali, trzymała go jak pierwszej nocy: mocno ściskała jego przegub, jego palec. (...)
Pewnego razu, kiedy już prawie ją uśpił - znajdowała się w pierwszym przedsionku snu, tak że była jeszcze w stanie odpowiadać na jego pytania - powiedział do niej:
- Tak. A teraz odejdę.
- Dokąd? - spytała.
- Daleko. - odpowiedział surowym tonem.
- Idę z tobą! - krzyknęła i podniosła się na łóżku.
- Nie. Nie możesz. Odchodzę na zawsze - powiedział i wyszedł do przedpokoju.
Wstała z przymkniętymi oczyma i szła za nim. Miała na sobie krótką koszulkę, pod którą była naga. Jej twarz była nieruchoma, bez wyrazu, ale ruchy energiczne. Wyszedł z przedpokoju na klatkę schodową i zamknął przed Teresą drzwi. Otworzyła je gwałtownie i szła za nim, przekonana we śnie, że chce od niej odejść na zawsze i że musi go zatrzymać. Zszedł po schodach na półpiętro i tam na nią czekał. Zeszła do niego, chwyciła go za rękę i zaprowadziła z powrotem do łóżka.
Tomasz powiedział sobie: kochać się z kobietą i spać z nią to dwie namiętności nie tylko różne, ale prawie przeciwstawne. Miłość nie wyraża się w pragnieniu spółkowania (to pragnienie dotyczy przecież niezliczonych kobiet), ale w pragnieniu wspólnego snu (to pragnienie dotyczy tylko jednej jedynej kobiety)."

Milan Kundera "Nieznośna lekkość bytu"
 

 

Dotychczas szczęście przepijałam łzami.
Teraz On zbiera mi smutek z policzków.

Wreszcie nie jest źle.

Przyspieszony ruch klatki piersiowej;
uwielbiam Jego dudniące serce
i to, że każdego dnia
Słońce wschodzi tylko dla Nas.

Szarpnę się nawet na:

wreszcie jest DOBRZE.
  • awatar Gość: a zatem Waits?
  • awatar Martwica Serca`: cudownie <3 zatem chwilo trwaj!
  • awatar Gość: Super :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Jednego wieczora siąść
i pozwolić sercu pompować tchnienia resztkami sił.
Zalewać żyły gorzkim smakiem zielonej herbaty,
której fusów sypnęło się za dużo
o cztery łyżeczki,
bo myśli na moment spuściły się ze smyczy.
Nie skupiły na tym co trzeba.
Czuć cierpnące od wewnątrz policzki
i język który nerwowo pociera o górne jedynki,
bo chce coś wyszeptać
o te kilka chwil za późno...

Jednego wieczora zatonąć w zbyt pełnej wannie
i machać rękoma apatycznie,
liczącymi, że ktoś im rzuci koło ratunkowe,
na które przecież już nawet nie ma miejsca.
I pocierać ręcznikiem o dawno suche ciało.
Kawałek po kawałku,
licząc że zdrapie się gęsią skórkę,
pamięć o drgającym opuszku.
Że w krwi utopi się zbyt dobre wspomnienie.

Jednego wieczora zaciskać powieki
i zgrzytać na zębach,
zapychając plusz poduszki nadal zbyt cichym krzykiem.
Ocierać ukradkiem błędną kroplę,
której mimo starań
udało się wypalić znamię na lewym policzku.

Jednego wieczora nie bać się o potem,
tylko o te kilka chwil temu.

Jednego wieczora poddać się,
by następnego szepnąć,
że się wygrało.

Przegrani,
co to przetrwali już nie jeden koniec świata.

Tego wieczora
coś nam zabroniło wstrzymywać oddech.

Setny raz z kolei.

W zapowiedzi stu następnych...


 

 

Ludzie tutaj są sobie bardziej
bliscy
niż dalecy.

Dla Nas nie istnieje
tu teraz.
Nie istnieje
Nas.

Nie spełniamy ludzkich,
daj Boże,
(myślałam, że chociaż te...)
Boskich standardów.

Dziś wrócę do domu
Smutna.

Najpierw Ja.

Potem Ty.

Dziś wróci osobno
każdy człowiek
do łóżka.

Pokonany.

 

 

Skoro nie stać człowieka na miłość w ogóle, to dlaczego ma się na nią wysilać przez te kilka dni w roku?
Skoro każdy dzień wygląda tak samo, to dlaczego niby te mają być jakieś wyjątkowe?
Skoro z dnia na dzień, umiem tylko umierać, dlaczego akurat teraz mam się starać żyć?
Z jakich powodów ludzie silni łkają nad wigilijnym stołem, a Ci na ogół słabi powstrzymują łzy ze wstydu przed pozornie tak bliskimi?
Dlaczego Święta każą Nam wierzyć, że lepiej, że dobrze, że jutro wstanie Słońce? Skoro przecież pozostałe jedenaście miesięcy tułamy się w ciemnościach?

Jeśli nie umiem wierzyć w normalne. Czemu mam uwierzyć w wyjątkowe?
Iluzja szczęścia przytłacza cierpiących nad stołem wigilijnym. Wiara w cuda, przygniata wszelkie rozczarowania.
Po to jest ten czas...
By znaleźć w sobie nieziemską siłę do udawania przez kilka godzin bajecznie szczęśliwych. By uświadomić sobie, że kolejne dni, kolejne miesiące, kolejny rok, przetrwamy... Choćby nie wiem co.

Spokojnych świąt Wam życzę.
W 16 (i ostatnią) pełnię tego życia.


 

 

21.11.2015

Może jednak listopady nie usychają
życie nie opada.
Może jesień nie zrzuca nadziei,
nie tuli rozgrzanych lic
do przemarzniętych kamieni.

Może dzisiaj,
gdy zadam sobie pytanie;
gdzie jest właściwie

to SZCZĘŚCIE,

o którym tylu ludzi opowiada,
z dziwnymi wyrazami na twarzach;
kącikami ust
uniesionymi do góry?
Jak klauny.
"od ucha do ucha".

Chyba wiem.

Lustro.
Pusta rama.
Czyjeś odbicie.

To tak wygląda szczęście?
 

 
Gdzie jesteś?
Zgubiłeś mi się.
Poszedłeś własną drogą.

Nareszcie...

Trudno mi żyć,
gdy Cię nie ma.
Trudno mi iść z Tobą,
gdy jesteś tylko w głowie.
A nie w dłoni.
W sile objęć.
W drganiu serc.

Drganiu obok.

Draniu.

Bądź!
 

 

Pseudo życie, start!
Happy birthday, my darling...

 

 

Nawidzę Cię.

Co rusz na.
Co rusz widzę.

Brakuje mi nie...
 

 

Potknęłam się dziś o Twoją dłoń.
Kołdra ześlizgnęła z promieni słońca.
Serce nie po to wrosło w pierś
byś teraz drapał je złudzeniami.

Lewą nogą wstałam z piekła.
Nie uwierzysz;
poranki są znacznie gorsze
od nocy,
podczas których opijasz się drogą mleczną.
Od wieczorów,
gdy nie pozwalasz zasnąć
i drażnisz me uszy,
głuchym szeptem.

Poranki krzyczą, że żyję.
każą wstawać,
kreślą na ciele kreska za kreską.
Skrupulatnie zaciskają pętlę na szyi.
Straszą, otwierając siłą powieki.

Prywatny kat codzienny,
co-wczorajszy
i co-jutrzejszy.

Dogorywający poranek.
  • awatar quiétude: Ten wiersz jest niesamowity. Sama nie lubię, gdy ktoś nazywa moje pisadła poezją, ale to co Ty tworzysz naprawdę nią jest.
  • awatar Poszarp-pana: @Ketamina.: To żadne wiersze. Żadna ze mnie poetka.
  • awatar Ketamina.: Cudownie piszesz, jestem pod wrażeniem każdego wiersza:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Prosiłabym byś został.
Rzuciłabym wszystko
Wierzyłabym w historie
poetów którzy pisali o szczęściu
nie przemaczając kartek
starych książek własnymi łzami.
Powiedziałabym, że świat
istnieje.
Że jego siwe serce drga pełnią sił.
Być może krzyknęłabym, że kocham.
Zanurzyłabym ręce w ciemnych włosach
i szepnęła w ucho, że
WIEM.
Odcięłabym się ramionami
od zbyt ciemnej nocy.
Głaskałabym po plecach i uspakajała ciało
trzęsące się w konwulsjach.
I może uciszyłabym echo
przyciskając chłodne wargi
do rozpalonego policzka.
Dusiłabym się smrodem suchego deszczu.
Wodziłabym kciukiem kółka,
po wnętrzu rozpalonej dłoni,
którą podał mi rozżarzony księżyc,
zataczający się, pijany po ostatniej
pełni.
I może zatańczyłabym ten jeszcze jeden taniec
o który tak wiatr prosił,
unosząc jedną rękę niczym
baletnica
na półce otulonej kurzem,
w antykwariacie, przecznicę dalej.

Gdyby obok inna dłoń,
inne echo,
nie ten wiatr.

Nie dla tego świata gotowam żyć...

Przepraszam.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

I siedzę tak. W samej bluzie, na zimnych deskach starych miejsc. I niedopałkami zapycham miażdżące tęsknoty. A komary siarczyście wpijają się w moje dłonie. A księżyc śpi gdzieś tam, pod pierzynami ludzkiej ślepoty. I dobrze mi tak. Kiedy łza za łzą topi lód na policzkach. Bezpiecznie mi tak. Kiedy włoski stają na baczność, na komendę zimnej ciszy. I upajam się tak. Tym duszącym mrokiem, co spod modrzewi okiem na mnie złotym błyska. A milczenie krzykiem przyjaciela szuka. Znaleźć nie może. Gdzie wszyscy ludzie? Nareszcie sama. Nie sama. Z ciszą. Z papierosem. Z tęsknotą uniesioną na wznak... u wezgłowia. Królewskie towarzystwo....

Bez Ciebie, z Tobą w roli głównej.
57 nocy.
57 papierosów.
57 rozmazanych dni...
...kolejne ledwo żywe pięćdziesiąt siedem.

 

 
Brak wszystkiego.
Nie ma celu.
Cel usnął snem kamiennym.
Cel był zbyt wszystkim.
Zbyt wszystkim był dla mnie...

Cel usnął snem kamiennym.
Ja usnąć jak on nie umiem...


Dziewiąta pełnia.
Księżyc przygrywa naszym płaczącym duszom
na NIE-DO-BRA-NOC.

  • awatar Poszarp-pana: Pieprzone dwie hipokrytki... Grunt to brnąć w to wszystko zawsze razem, prawda?
  • awatar Gość: "Kto broni "lepiej" trwać w nieskończoność? Kto powiedział, że deszcz i tęcza żyją zawsze obok siebie?" jesteśmy siebie warte
  • awatar Poszarp-pana: Katastrofą, kiedy "cel" przed Tobą, rzuca się w ową przepaść, z szczęściem przywiązanym niczym kulą do nogi. "bo kiedy przyszło Lepiej, to później już tylko Gorzej." Czyż nie? I nie wmówisz, że inaczej...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

"Stoczmy się dzisiaj,
stoczmy się ciut,
zwitkaczmy się odrobinkę,
jak długo można w świecie złym
kretyńskim być motylkiem?

-Agnieszka Osiecka-
 

 

W niedzielę po południu,
gdy pomyła wreszcie garnki,
usiadła
przed lusterkiem.
I dowiedziała się
w niedzielę po południu,
że ukradziono jej życie.
Już dawno.
-Anna Świrszczyńska-

Ósma pełnia męczy mięśnie. Męczy oczy. Męczy serce.
Spokojnych świąt Wam życzę.

 

 

"Ojcze nasz, któryś jest niemy,
który nie odpowiesz na żadne wołanie,
a tylko rykiem syren co rano dajesz znać,
że świat ciągle jeszcze istnieje,
przemów:
ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy
w tandetnym płaszczu z trzema pierścionkami na palcach,
z resztą snu w zapuchniętych oczach,
musi usłyszeć Twój głos,
musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić
w ten jeszcze jeden świt.

Ojcze nasz, który nic nie wiesz,
który nie patrzysz nawet na tę ziemię,
a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat, że nasz świat,
trwa uporządkowany: spójrz,
ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony
nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą
popołudniówki tłustą od sosu i druku,
musi wiedzieć, że ty także wiesz,
musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć
ten jeszcze jeden dzień.

Ojcze nasz, którego nie ma,
Którego imienia nikt nawet nie wzywa
prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej litery,
bo świat radzi sobie bez Ciebie,
bądź:
ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza
wszystkie te dzisiejsze
kłamstwa, lęki, zdrady,
wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione
musi wierzyć, żeś jednak jest,
musi wierzyć, żeś jest, aby przespać
tę jeszcze jedną noc."

-Stanisław Barańczak-

 

 

Prysło.
Już nawet sił nie ma, by cokolwiek sklejać.
Już nawet sił nie ma, by spać spokojnie.
Już nawet sił nie ma, by szukać się znów od nowa.

Drenaż myśli. Mgliste oczy.
Coś we mnie wyzionęło ducha.

Już jutro obudzę się martwa.

Po raz ostatni więc:
DO-BRA-NOC
  • awatar eternitywhile: Sił nie ma.
  • awatar brokanibae: dokładnie, na takie budzenie nikt nie zasłużył. Chyba..
  • awatar Gość: Tak bardzo znane... Zapraszam do siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

"i jeśli nie spałaś ze mną
w jednym pokoju i nie słyszałaś mojego kaszlu
tłumionego w płucach żeby jej nie obudzić
nie wiesz że potrafię być romantyczny"
-Piotr Macierzyński-

Zły 14 luty. Jak każdy z pozostałych trzystu sześćdziesięciu czterech dni roku.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

"Od wczoraj znowu śnieg mi zasypuje
wszystkie marzenia, papiery i miasto,
skręcone sznurkiem nerwów. Następuje
zima na wszystko."

-Tomasz Różycki "Od wczoraj śnieg"-

Myślisz o Nim 24 godziny na dobę;
i sny masz niespokojne,
i dni jakieś takie blade.

Wczoraj. 6 pełnia. Dość na dziś.
DOBRANOC.
 

 

Nie umiem żyć z ludźmi;
podzielać cokolwiek.
Tylko cieszyć się,
płakać.
W niepełnym pokoju,
z cieniem się bratać.
Ze strachem oddalać.
Patrzeć mu w oczy.
Umierać spojrzeniem.
Zabijać
i ich, i siebie.

Chciałabym być...
Od dawna nie jestem.
  • awatar Poszarp-pana: @Ketamina.: Nie jestem. Zdecydowanie. Ale dziękuję, to bardzo miłe słowa.
  • awatar eternitywhile: Zyję już chyba tylko w snach.
  • awatar Un'Altra Vita: Jednego dnia wydaje mi się że to ja zwariowałem, drugiego że to świat oszalał. Sam już nie wiem jak to naprawdę jest.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Chyba nieco się rozsypałam.
Chyba nie potrafię się poskładać.
Chyba wiem, jak brzmi umieranie.


"Izolujesz się." - Jakbym tego kurwa, nie wiedziała.
Już nawet pisać nie potrafię...

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

– Co robisz w życiu? – zapytał Lucyfer.
Bartek zastanawiał się nad odpowiedzią. Wreszcie zdecydował się na zdanie tyleż prawdziwe, ile efektowne:
– W ostatnim czasie gniję płytko.

-I. Karpowicz, "Ballady i romanse"-

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

O czym myślisz
puchu marny,
gdy zasypiasz
pod tysiącem
koców
codzienności?

Gdy się budzisz
i nie pamiętasz
nawet,
jak jeszcze wczoraj
zwijałaś się z bólu,
nad mogiłą własnej
duszy?

Konasz po
tysiąckroć.

Ile razy jeszcze
masz w planach
umrzeć
i zmartwychwstać?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›